Sposób na udane ferie - ośrodek narciarski

Poszłam na kolację, która dosłownie połknęłam. Siedziałam sama przy stoliku, bo takie miałam życzenie. Może wyglądało, że się alienuję, ale potrzebowałam świętego spokoju. Żaden zagadujący mnie narciarz nie był mi do szczęścia potrzebny. Po kolacji chciałam pójść się przebrać, ale przechodząc przez hol zobaczyłam go. Najpiękniejszego faceta na świecie. Jego twarz, sylwetka, włosy, wszystko było idealne. Śnieg mógł się przy nim schować. A raczej roztopić. Poczułam się tak jakby wyciąg narciarski uderzył mnie w głowę. On zaczął do mnie machać. Zdurniałam, a on podszedł. Coś mówił, ale nic nie rozumiałam. Docierało do mnie tylko, że jakaś stacja narciarska, pieniądze, ośrodek narciarski. Marcin! No tak.